Należymy do:

PIFS

Wychowanie seksualne w szkole specjalnej

Seks. W potocznym rozumieniu widnieje jako stosunek płciowy – dwojga ludzi odmiennej płci, sprawnych pod względem fizycznym i intelektualnym – skutkujący posiadaniem potomstwa, względnie dający przyjemność. Podobnie ma się rzecz, jeśli chodzi o wychowanie seksualne vel edukację seksualną prowadzoną w szkole. Często spłycając pojmowanie owych terminów uważa się, iż lekcje, których tematyką jest „seks” prowadzą do demoralizacji uczniów, są niepotrzebnym rozbudzeniem rządz, które gdyby nie były poruszane, nigdy by się nie pojawiły w zachowaniach dzieci i młodzieży zwłaszcza tych z niepełnosprawnością intelektualną. Nic bardziej mylnego. Człowiek z natury jest osobą seksualną. Seks (sex – ang.) oznacza płeć. Zatem każdy z nas jest na nią „skazany” niezależnie od tego, czy akceptuje swoje jestestwo, kim się czuje i którą część populacji reprezentuje – męską bądź żeńską. Wiąże się z tym bardzo wiele tematów, które winny być poruszane z osobami z niepełnosprawnością intelektualną, które podkreślam raz jeszcze nie „pobudzają”, a porządkują wiedzę i zachowania będące często dość chaotyczne pozostawione „same sobie”.

Przygotowując się do prowadzenia zajęć z wychowania seksualnego, pisząc autorski program wyodrębniłam trzy główne duże bloki tematyczne: „Moje ciało”, „Stosunki międzyludzkie”, „Profilaktyka przemocy seksualnej”. Z pozoru wydawać by się mogło, iż ta ostatnia jest priorytetem. Ja jednak, wątki odnoszące się do zapobiegania wykorzystaniu, czy wyczulanie na zachowanie ostrożności, odkładam do czasu, gdy uczestnicy zajęć mają podstawową wiedzę z zakresu znajomości ciała i poukładane relacje społeczne.

Ponad 70% Polaków uważa, że w szkole powinna być edukacja seksualna; sposoby na zabezpieczenie się przed nieplanowaną ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową to najważniejsze tematy, które powinny być poruszane podczas zajęć – wynika z badania TNS OBOP – można przeczytać na jednym z portali internetowych. Czy dane te odnoszą się w równym stopniu do niepełnosprawnych intelektualnie i ich edukacji? Obawiam się, że gdyby zrobić podobny sondaż dotyczący szkolnictwa specjalnego rezultat byłby bardziej przygnębiający. Wciąż zadaję sobie pytania – co powoduje, że tak mocno boimy się wszystkiego co związane z seksualnością człowieka? Czego obawia się 30 % respondentów? Czemu mają służyć precedensy w postaci pisemnej zgody rodziców na udział dziecka w lekcjach z wychowania seksualnego, lub możliwość uczestnictwa w zajęciach gdy brak wyraźnego sprzeciwu opiekunów. Mądry Polak po szkodzie. Czy tak już musi być?

Niezależnie od wieku i momentu, w którym rozpoczynam z uczniami edukację, po wstępnym rozpoznaniu potrzeb i „wybadaniu gruntu” okazuje się co następuje:

  • Nazewnictwo intymnych części ciała jest wulgarne, albo dziecinne. Ja wiem, że język polski jest bogaty i epitetów może być baaardzo wiele, a ja się uparłam na pochwę, piersi, penisa i pośladki. Dalej stoję na stanowisku, że terminy: siuras, cipa, cyce czy balony zwyczajnie nie pasują do określania części ciała jakie każdy człowiek ma. Przecież pokazując dziecku, nawet małemu, dolną kończynę nie mówimy, że to jest szkita, sera czy pęcina. A wskazując na głowę nie uczymy – to jest łeb, bańka, dynia.
  • Trudności z określeniem czy jestem dziewczynką, kobietą, chłopcem czy mężczyzną są smutną rutyną w mojej praktyce.
  • Intymność – to niestety słowo niewiele znaczące dla uczniów z umiarkowaną i znaczą niepełnosprawnością. Oczywiście wiedzą, że należy chodzić ubranym, ale nie widzą nic złego w klepnięciu koleżanki, załatwianiu potrzeb fizjologicznych przy otwartych drzwiach, pokazywaniu koledze penisa, „rzucaniu się na szyję” czy przebieraniu się na plaży publicznej bez okrycia. A noszenie biustonosza przez kobiety niepełnosprawne nie jest oczywistością.
  • Terminy koleżeństwo/przyjaźń/miłość występują zamiennie w wypowiedziach nawet starszych nastolatków. Mówią o kimś kto im się podoba – moja żona, lecz to czym jest ślub i jakie wiążą się z nim obowiązki schodzi na dalszy plan. Przyjacielem jest każdy kolega ze szkoły, z którym lubią spędzać czas wliczając tych, których kochają i uważają za swojego chłopaka czy dziewczynę.
  • Sporadycznie trafiają się pytania „Czy będę mogła wziąć ślub?” „Czy mogę mieć dzieci?” – tego typu pytania najczęściej są wynikiem już jakiejś znajomości z zakresu edukacji seksualnej. Celowo piszę jakiejś , bo ważniejsze jest to by mieć kogoś bliskiego sercu, móc się przytulić, pocałować ale odpowiedzialność za najbliższych pozostaje abstrakcją. Pomijam fakt, że ponad 90 % moich uczniów nie jest świadoma własnej niepełnosprawności. Zarówno rodzice, jak i my pedagodzy często prześlizgujemy się przez ten temat. Przymykamy oczy, ironizujemy lub wprost oszukujemy naszych niepełnosprawnych. Oni sami jednak szybko o tym się przekonują przy okazji rozmowy np. na temat małżeństwa. Nagle ja w ich oczach jestem tą złą i „jakąś dziwną” bo neguję ich światopogląd. A przecież mówię tylko prawdę i z całą powagą. Pieniądze, wbrew temu co uczniom się wydaje, nie biorą się z bankomatu. Nie wystarczy pójść do banku i wyjść z potrzebną nam sumą. Trzeba umieć się podpisać? Mieszkać można całe życie z rodzicami, a dziecko jak płacze w nocy trzeba zawieźć do szpitala. Ale przecież duża większość nie potrafi sama poruszać się po mieście, więc jak?
  • Z przerażeniem przyjmuję fakt, że tylko niewielki odsetek nastolatek od lat miesiączkujących była z wizytą u lekarza ginekologa – zazwyczaj, bo coś się działo. Dojrzewający chłopcy, którzy budzą się rano z erekcją i mokrą piżamą nie rozumieją jaka jest tego przyczyna. Przecież nie sikają już do łóżka.
  • Z miłą panią spotkaną przypadkowo w parku, która częstuje nas czekoladą można wsiąść do samochodu i się przejechać. Mężczyzna stukający do drzwi mieszkania, podający się za znajomego taty na pewno nie ma złych zamiarów, więc można go wpuścić do środka. Przysłowiowy wujek, który chce wziąć na kolana 17-latkę i trzyma ją za piersi robiąc „patataj” żeby nie spadła jest postrzegany jako fajny, bo się ze mną bawi.

Pragnę zauważyć, iż w wyżej wymienionych punktach nie ma ani jednej wzmianki o współżyciu seksualnym. To tylko wierzchołek góry lodowej, którą jest potrzeba uświadamiania osób upośledzonych i ich otoczenia od najwcześniejszych lat. Zawsze w sposób odpowiadający rozwojowi intelektualno – emocjonalnemu i adekwatnie do wieku uczestników, bez zbędnych emocji. Unikałabym sytuacji, w których pada stwierdzenie, że IM to niepotrzebne. Przecież dzieci i tak nie będą mieli, a ja jako matka, opiekunka zawsze jestem przy nim. W moim odczuciu nie ma nic gorszego niż nie dopuszczanie do wiedzy. A zabranianie pewnych, nieakceptowanych społecznie zachowań, mówienie „tak nie wolno robić” zostawione bez komentarza jest dalece krzywdzące. Nie od dziś wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Jeśli rodzic na coś nie pozwala to spróbuję zadziałać w szkole i odwrotnie.

Rozmawiając ostatnio przy kawie z koleżanką, która pracuje w Domu Samotnej Matki, oburzyłam się na wieść o 17-letniej dziewczynie, która tam trafiła po urodzeniu trzeciego dziecka. Nie przykułoby to może mojej uwagi /choć już samo potrójne macierzyństwo w tak młodym wieku jest dość bulwersujące/, gdyby nie fakt, że owa jest upośledzona i wszystkie dzieci niestety też. Każde z nich jest w odrębnym domu dziecka, a tatusiowie pozostają nieznani. Więc pytam dalej. Czemu winne dzieci? Życie mają przekichane od samego początku. Komu zawiniła matka, że za jej sprawą się denerwuję, przecież wg prawa konstytucyjnego naszego państwa wszystko jest O.K., a koleżanka pyta mnie – Co możemy z nią zrobić? Artykuł 200 KK nie zabrania współżycia seksualnego z osobą po 15 roku życia. Nie jest w stanie opiekować się i wychowywać swoich dzieci więc są na łasce i niełasce instytucji. Ze wszystkich ośrodków ucieka, za chwilę będzie pełnoletnia, nie jest ubezwłasnowolniona wiec może robić co chce. W tej chwili wszystkie frustracje kierowane są pod jej adres, lecz czy tak musi być? Czy tak musiało być?

Terapia szokowa jest skuteczna, ale nie jest metodą zapobiegawczą. Odpowiedzmy sobie zatem szczerze na pytanie, czy zajęcia logopedyczne, nauka czytania i pisania, rozpoznawanie cyfr powinny szczelnie przesłaniać edukację najbliższą naszemu ciału – seksualność? A może warto pomyśleć o tym, aby skupić wszystkie promienie światła tworząc piękny wzór jakim jest homo sapiens – człowiek rozumny …, bez względu na ograniczenia.
A tak na marginesie – nie odbierajmy osobom niepełnosprawnym ich sexu – w płciowości nie ma nic złego.

mgr Katarzyna Paszkowska


Copyright © 2006 ISIAG Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych SA Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie lub kopiowanie tekstów i zdjęć umieszczonych na stronie może odbywać się tylko za zgod‘ autora.