Należymy do:

PIFS

To takie szlachetne

Na początku lat 90-tych pojawiła się moda zabierania dzieci z domu dziecka na niedzielę i święta. Zyskała powszechną akceptację. To takie szlachetne dać nieborakom z bidula choćby namiastkę domu, pokazać normalną rodzinę, wyprawić urodziny, zorganizować komunię, dać prezent i dobre słowo.

W gruncie rzeczy takie zabieranie dzieci na szczególną okazję czyni wiele złego. Bo nadużywa się uczuć dziecięcych tylko dla własnej satysfakcji. Żeby, jak się myje zęby, można było popatrzeć na siebie i powiedzieć: Jaki ty jesteś dobry. Taki jesteś zajęty, a mimo tego opiekujesz się cudzymi dziećmi. I co? I ego podbudowane. Tak naprawdę dzieci nie liczą się. Są tylko narzędziem. Przekonałam się o tym wielokrotnie. Przekonałam się również, że te nieboraki dokładnie wiedzą, o co chodzi szlachetnym dorosłym. I że niektóre z nich potrafią dać im nauczkę.

W swoim krótkim życiu Marcin i Andżelika przeżyły horror. Bicie, głód i poniewierka były ich chlebem codziennym. Do pogotowia opiekuńczego zostały przywiezione po interwencji sąsiadów, którzy nie mogli już znieść płaczu zza ściany zamkniętych na klucz dzieci. Rodzeństwo w stanie skrajnego wyczerpania zawieziono do pogotowia opiekuńczego, sąd umieścił je w domu dziecka. Niestety nie pozbawił matki praw rodzicielskich. Postanowił widać reedukować ją przy pomocy dzieci. Ta jednak w ciągu roku odwiedziła je raz. Twierdziła, że nie może zabrać ich do domu, bo nie ma warunków. W tym czasie ojciec maluchów odbywał kilkuletni wyrok więzienia.

Po jakimś czasie Andżeliką zainteresowało się bezdzietne, dobrze sytuowane małżeństwo. Zaprosili ją do siebie. Wcześniej przygotowali dla niej pokój pełen zabawek. Wizyty powtarzały się, ale Andżelika nie wracała z nich zachwycona, chociaż nowi opiekunowie robili wszystko, by pozyskać jej względy. Ani śliczny kotek, ani rasowy piesek nie przyciągały jej do nich.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Oczywiście ci państwo chcieli, aby spędziła je z nimi. Ale dziewczynka nie chciała. Zdziwieni pytali dlaczego. Odpowiedziała im dyrektorka domu dziecka:

– Andżelika ma brata, z którym jest bardzo związana.
– My o tym wiemy. Ale Marcin jest alergikiem, jest na lekach. A u nas jest pies i kot. Nie możemy narażać dziecka na chorobę – tłumaczyli.
– To niech Andżelika zdecyduje. Ale porozmawiajcie z Marcinem – powiedziała dyrektorka.
– Ci państwo przywieźli masę prezentów dla chłopca.
– My też byśmy cię chętnie zaprosili do nas, ale nie chcemy narażać cię na zastrzyki i inhalacje – Marcin kiwał głową ze zrozumieniem.
– To ja tutaj zostanę. Andżelika opowie mi potem, jak było (Andżelika była przy tej rozmowie).
– Zostanę z bratem. Bardzo dobrze mi było u was ciociu i wujku. Ale brata mam na całe życie, a was mogę mieć tylko na chwilę.

Ci państwo nie zrozumieli. Stwierdzili, że dziewczynka jest niewdzięczna. A oni okazali jej tyle serca. Nie chciała, jej wybór. No właśnie!

Mirosława Kątna – autorka tekstu Przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka, członek wielu organizacji krajowych i zagranicznych zajmujących się ochroną praw osób pokrzywdzonych


Copyright © 2006 ISIAG Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych SA Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie lub kopiowanie tekstów i zdjęć umieszczonych na stronie może odbywać się tylko za zgod‘ autora.