Należymy do:

PIFS

Nie odbieraj dziecku rodzica

Jest cały blok niezwykle dramatycznych spraw, mimo braku ran na ciele i innych oznak przemocy fizycznej. Ale są inne, równie straszliwe rany w psychice dziecka. Dzieje się tak, gdy dziecko staje się przedmiotem przetargu i manipulacji. I w tej kategorii oprócz manipulacji typu: „mamusia umrze, a babcia będzie miała drugi atak serca, jak się dowie, że ten drań do ciebie dzwonił” pojawiają się i takie: „Proszę sądu, ja bym się zgodziła na te wspólne wakacje, ale ten mój były mąż, to zboczeniec. On jak do nas przychodzi i sadza sobie dziecko na kolanach, to cały się zmienia na twarzy, zaczyna się ślinić. To pedofil”.

Babcia zeznaje: „Ten mój były zięć, to łobuz. On przychodzi, myje wnusię i całą ją obcałowuje”. I tylko raz trafiła się przytomna sędzia, która zapytała, czy przed rozwodem też mył i całował. „Tak – odpowiada babcia – Ale przedtem, to on był normalny”. Wcześniej babcia pewnie chodziła do wszystkich sąsiadek i opowiadała jakiego to wspaniałego i troskliwego męża ma jej córka. Ale to było kiedyś, przed rozwodem. Ten sam człowiek, który teraz przychodzi jako petent do dziecka, jest pedofilem, zboczeńcem zagrażającym życiu wnuczki.

Mam cały worek opowieści, w których rodzice rozgrywają wprost, albo bardziej podstępnie lojalnością dziecka. To są poważne krzywdy emocjonalne. Wpędzają dzieci w silne poczucie winy.

Kiedy rodzina rozpada się z reguły małe dzieci obarczają siebie winą za ten rozwód. Dziecko, które kiedyś badałam tak mi mówiło: – Ja tak bardzo kocham tatusia, tatuś jest taki wspaniały, taki dobry. I ja się tak starałem, taki byłem „gzecny”. Jak tatuś pracował przy „komputeze”, to siedziałem w swoim pokoju i układałem klocki. Ja naprawdę byłem „gzecny”. A tatuś nas zostawił.

Tatuś zostawił rodzinę, bo znalazł inną panią i inny sposób na życie. Przestał po prostu kochać mamusię. Ale dziecko uważa, że nie było dość grzeczne, dość ładne albo dość zdrowe. Jak 11 – letni Marek z porażeniem mózgowym.

Chłopiec był doskonale rehabilitowany przez oboje rodziców. Tylko lekko powłóczył nogą. To była kiedyś dobra, kochająca się rodzina. Ale tatuś zakochał się i odszedł do innej, mimo próśb i błagań żony. Miał jednak poczucie winy więc odwiedzał syna. A matka? Ciągle kochała byłego męża. Dla niej każdy jego powrót, choćby na chwilę, był świętem. Mogła wtedy kolejny raz na niego popatrzeć, płakać i mówić: „wróć do mnie” albo wymuszać na nim pewne działania, bo Marka trzeba zawieźć na zabieg, a ona nie ma samochodu, bo trzeba kupić lekarstwa… Ale jej cierpienia, jakkolwiek dolegliwe, były nieporównywalne z cierpieniem dziecka.

Marek był bardzo dojrzały jak na swój wiek, pogodzony ze swoim kalectwem. Umiał się w tym wszystkim jakoś pozbierać. Ale z jego twarzy bił smutek. Bardzo kochał ojca, tłumaczył go z jego postępowania, rozgrzeszał z obojętności.

– Ja wcale nie mam pretensji do taty, że przychodzi tylko raz na dwa tygodnie, że tak się zawsze spieszy. Ja bardzo czekam na tatę. Mama mówi, że on jest niedobry, bo tak rzadko u nas bywa. Ale ja go rozumiem. Jak tata przyjdzie, to zawsze mi coś przyniesie, czasem mi coś pokaże w komputerze albo w lekcjach pomoże. Ja wiem dlaczego tata tak się spieszy. Bo ta pani, co tata u niej teraz mieszka też ma synka. On ma tyle samo lat, co ja. I tata się spieszy żeby z nim pograć w piłkę. Ze mną tata nigdy nie mógł, bo ja mam chorą nogę. A mój tata to taki sportowiec, wszystkie mecze go interesują.

Bardzo często jest tak, że jak ludzie się rozwodzą, to najchętniej rozwiedliby dziecko z drugim rodzicem. Nie rozumieją, że każdy z nas występuje w różnych rolach. My kobiety, bez względu na to ile mamy lat, jesteśmy córkami, matkami, pracownicami, społecznikami, matkami, kochankami. To tak z grubsza. I jeśli jesteśmy upiornie leniwe i szef nas wywala z roboty, to nie znaczy to, że automatycznie jesteśmy złą matką czy kochanką. Jeżeli nie najlepiej układa nam się w roli żony, bo mąż nas wkurza sakramencko, to nie znaczy, że jesteśmy złą córką. Ale z rzadka rozumiemy, że jeśli mąż, który okazał się draniem i zniszczył nam życie w innych rolach nie musi być też do kitu. On może być dobrym pracownikiem i może być znakomitym ojcem. Tego nie wolno mieszać. Ale w sytuacjach emocjonalnych trudno nam to zrozumieć. Wszystko w nas krzyczy, że ten drań musi zniknąć. A on, jak na ironię, przychodzi co tydzień, przynosi dziecku zabawki i siedzi nie wiadomo po co. Nie dość mu, że mnie skrzywdził… Nasze dziecko musi to zrozumieć, odrzucić go! I zaczyna się manipulacja dzieckiem. Jak uczyniła to matka Krzysia, jak uczynił to jego ojciec.

Mirosława Kątna – autorka tekstu Przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka, członek wielu organizacji krajowych i zagranicznych zajmujących się ochroną praw osób pokrzywdzonych


Copyright © 2006 ISIAG Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych SA Wszystkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie lub kopiowanie tekstów i zdjęć umieszczonych na stronie może odbywać się tylko za zgod‘ autora.